Świadectwa

Drodzy internauci!

Oddajemy do waszej dyspozycji zakładkę „Świadectwa”. To dział na naszej stronie tylko dla wytrwałych; dla tych, którzy nie boją się czytać; którym czytanie „nie szkodzi”. Tutaj nie znajdziecie zdjęć ani krótkich tekstów, tutaj zamieszczam świadectwa uczestników rekolekcji, którzy doświadczyli działania Boga w swoim życiu, którzy otwierając się na łaskę płynącą z rekolekcji, pozwolili, by Stwórca w nich działał i przemieniał ich życie.
Tych, których słowo pisane nie przeraża, zapraszam do lektury i obiecuję, że nie pożałujecie czasu tutaj spędzonego.

– ks. Gabriel SCJ


ŚWIADECTWO Z PRZEŻYTYCH REKOLEKCJI OR 1 (ONŻ 1) W KLUCZBORKU

W Domowym Kościele (DK) jesteśmy z mężem od ponad 3 lat. Dzięki przynależności do tej gałęzi Ruchu Światło-Życie pogłębiliśmy naszą duchowość małżeńską, zbliżyliśmy się bardzo do Pana Boga i do siebie, i dużo łatwiej wychowywać nam dorastające dzieci do życia w Prawdzie. Wszystkie zobowiązania – albo jak to lepiej brzmi: dary, błogosławieństwa albo perełki, wynikające z przynależności do ruchu, wypełnialiśmy z mężem przez te lata; wszystkie, z wyjątkiem jednego – dwutygodniowych REKOLEKCJI.

Trudno było nam zrezygnować z wakacji na leżaku plażowym i cały zasadniczy urlop letni spędzić w „zamkniętym kręgu”, modląc się przez pełne 15 dni. Byliśmy wcześniej dwa razy na
rekolekcjach krótkich, kilkudniowych (ORAR 1 i tematyczne o komunikacji w rodzinie – polecamy gorąco te ostatnie), ale 15 dni plus 2 dni na dojazd! Niezłe wyzwanie! Wszystko szło pod górę przy planowaniu wakacyjnego urlopu. Chcieliśmy pojechać znowu na krótkie rekolekcje tematyczne, ale w słuchawce telefonu usłyszeliśmy ostrą odpowiedź negatywną, że mimo wolnych miejsc nie zapiszą nas i nie możemy wziąć udziału w kolejnych krótkich rekolekcjach, jak nie odbyliśmy formacji podstawowej DK, który jest ruchem rekolekcyjnym. Na mocnej podstawie tj. 3 x rekolekcje dwutygodniowe: OR1, OR2 i OR3 (3 stopnie Oazy Rodzin, albo ONŻ 1,2,3-Oazy Nowego Życia, jak kto woli nazywać), buduje się formacja DK. I dalej, początkowo przemiła przez telefon pani, coraz bardziej stanowczo grzmiała w słuchawce, że nie buduje się domu od dachu, ani od wykończenia wnętrz, tylko od SOLIDNEGO FUNDAMENTU, którym, życzył sobie, założyciel Ruchu Sługa Boży Śp. Ks. Franciszek Blachnicki, by były REKOLEKCJE, 3 stopniowe, dwutygodniowe, pełna formacja: 6 tygodni!!!
I kto by pomyślał: żeby zarezerwować wakacje, w sieci wystarczy kilka razy kliknąć myszką i już są 2 tygodnie w obiecanym „raju”, a żeby pojechać na parę dni na rekolekcje DK-szlaban!!!
NIE BUDUJEMY domu OD DACHU!!!

Przegadaliśmy, przemodliliśmy temat dłuuuuuuuuuuuuuuuugich rekolekcji z mężem i doszliśmy do wniosku, że widocznie taka jest wola Boża i jak nie spróbujemy i nie pojedziemy, to nigdy się nie dowiemy jak jest na OR 1. Otuchy dodawało nam drugie małżeństwo z naszego kręgu, też z dwójką dzieci, które zapisało się razem z nami. Padło na Kluczbork – a w jakim to
kraju??? – pytali koledzy i koleżanki z pracy – w Polsce!!! Kluczbork-podobne do Malbork, ale okazało się, że to gdzie indziej…KLUCZBORK – jakaś mała mieścina koło Opola, no dobrze, bez marudzenia, nie ważne gdzie, ważne intencje z jakimi jedziemy, każdy z małżonków ze swoją osobistą. I tutaj duży uśmiech w duchu – fajnie pisać post factum – moja prośba do Pana Boga
zawarta w intencji tych rekolekcji jest już w trakcie realizacji!!!

Przyjechaliśmy do Domu Rekolekcyjnego Księży Sercanów w Kluczborku. Urocze miejsce, super ogród wokół budynku, z licznymi zagajnikami, ławeczkami i sceną estradową, położone na skraju dużego lasu, nad jeziorem, z piaszczystą plażą, ratownikiem na plaży i kilometrowymi trasami rowerowymi. W pobliżu duży plac zabaw, skatepark i wiele różnych
boisk sportowych. Raj na ziemi. Dom rekolekcyjny duży, czysty, z piękną, dużą kaplicą, aulą, biblioteką, kawiarnią (z ekspresem do kawy i zmywarką), dużą jadalnią i przyjemnymi pokojami.
Dostaliśmy zakwaterowanie (2+2, dzieci-nastolatki) w pokoju 4 osobowym, z łożem małżeńskim, łóżkiem piętrowym dla dzieci i umywalką. Dodatkowa toaleta i dwa prysznice były na korytarzu tuż przy pokoju, co w przypadku 4 „prawie dorosłych” osób, było dla nas dużym plusem. Jedzenie było pyszne, w formie szwedzkiego stołu, urozmaicone, domowe i zawsze świeże potrawy. Od obiadu do kolacji codziennie był czas wolny dla rodziny, co pozwalało naszej rodzinie na codzienne wypady rowerowe i zwiedzanie przepięknej okolicy tej części Polski oraz kąpiel w czystym jeziorze i plażowanie, czy dozwolone grillowanie przy plaży. Tak nam się udało, że Pan Bóg ofiarował wszystkim uczestnikom rekolekcji dwa tygodnie przepięknej pogody, zaczęło padać dopiero w ostatnim dniu przed wyjazdem…

W domu Księży Sercanów powitali nas organizatorzy rekolekcji, Małgorzata i Andrzej, na czele z gospodarzem domu, Sercaninem Ks. Gabrielem, uśmiechnięci, życzliwi, otwarci i zawsze chętni do pomocy. Pomogli nam wnieść bagaże, oprowadzili po domu. Od początku czuliśmy się tam jakoś tak dziwnie swojsko, a przecież byliśmy tam pierwszy raz…Bo dom to nie tylko ściany, dom – też rekolekcyjny – to przede wszystkim ludzie! W sumie przez dwa tygodnie byliśmy „zamknięci” w 17 małżeństw (3 super mega pary prowadzące i 14 par uczestników) oraz ponad 30 dzieci, którymi zajmowała się radosna, rozśpiewana, pełna pomysłów i niewyczerpanych sił Diakonia Dziecięca.

Obok Ks. Gabriela, „Siła z Góry” towarzyszyła nam w osobach dwóch Saletynów: Diakona Piotra i Kleryka Kamila. Dzień rozpoczynaliśmy Jutrznią (w jej wielu odsłonach…), w kaplicy. Uczestnicy rekolekcji utworzyli 3 kręgi. Wielką radością była obecność osoby duchownej na
każdym, codziennym spotkaniu kręgu. Nasz krąg obrał sobie miejsce codziennych spotkań w plenerze, na ławeczkach, co przy sprzyjającej pogodzie, było dodatkowym oddechem na łonie natury. Szczytowym momentem każdego dnia była Eucharystia, w samo południe. Codziennie przyjmowaliśmy Komunię Świętą pod dwoma Postaciami!!! Wspaniałym zwyczajem na rekolekcjach było to, że podchodziliśmy do Komunii Świętej razem z mężem, zawsze
małżeńskimi parami. To niby nic nadzwyczajnego, a jednocześnie bardzo silnie można było odczuć prawdziwą Komunię-łączność z Jezusem i współmałżonkiem, siłę płynącą z sakramentu małżeństwa, z którego czerpać łaski możemy w każdej chwili życia, tylko czy na co dzień o tym pamiętamy? Każda Msza Święta „oprawiona” była przez uczestników rekolekcji w bogatą, 5-cio osobową Diakonię Muzyczną.

Ksiądz Gabriel i Diakon Piotr prowadzili codzienną Szkołę
Modlitwy dla dorosłych, a Kleryk Kamil prowadził krótkie katechezy dla starszej grupy dzieci. Było sporo czasu na codzienną modlitwę – Namiot Spotkania – z Panem Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie. Nie było dnia, żebyśmy nie przeżywali jakiegoś ważnego wydarzenia oazowego, święta czy uroczystości, wzmacniającej nas duchowo, pogłębiającej naszą przyjaźń z Panem Bogiem, budującej miłość i jedność małżeńską i dodającej sił do tego, by po powrocie „Iść i głosić”. Nie sposób wymienić wszystkie takie chwile, ale oto niektóre z nich: uroczyste przyjęcie Pana Jezusa jako Pana i Zbawiciela, odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych, procesja ze świecami, nocna Adoracja małżeństw, z dyżurem co pół godziny (my mieliśmy zmianę od 02.30 do 03.00), „randka małżonków z Panem Jezusem” podczas „modlitwy
szeptania”, uroczyste odnowienie przysięgi małżeńskiej i bezalkoholowe wesele, Droga Krzyżowa ze stacjami w lesie i rozważaniami przygotowanymi przez uczestników rekolekcji (jedna stacja=jedno małżeństwo), wieczór uwielbienia, modlitwa wstawiennicza z nałożeniem rąk i wiele innych. Bardzo „wyważone” były spotkania małżonków z Panem Jezusem, takie
osobiste nawiązanie relacji z naszym Zbawicielem, zawsze zorganizowane były tak, że pora i pomoc Diakonii Dziecięcej i organizatorów umożliwiał wszystkim uczestnikom skupienie i modlitwę w kaplicy w ciszy, bez płaczu czy brykania najmłodszych. Sporym przeżyciem dla nas była spowiedź w pokoju, na kanapie, bez „kratek” konfesjonału, bez pośpiechu… Jeden dzień był prawie cały wolny dla rodziny! Możliwości spędzenia go było bardzo wiele, np. zwiedzanie jedynego w Polsce, zabytkowego, drewnianego kościoła w kształcie róży, albo lody i koncert fontannowy na rynku pobliskiego Olesna. Jeden dzień oazowy był dniem wyjazdowym, pielgrzymkowym, do Katedry w Opolu, gdzie przystąpiłam do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Kolejnym darem rekolekcji był dialog małżeński, godzina śwadectw i praktycznie nocowanie
pod jednym dachem z Panem Jezusem, z możliwością codziennej (24/24 h) modlitwy przed tabernakulum.

Podczas tych dwóch tygodni odwiedzili nas bardzo ciekawi i wyjątkowi goście, małżeństwa, które dały żywe świadectwo wiary. Ich spotkania z nami umocniły nas bardzo. Nie chcę pisać więcej, by nie psuć niespodzianki tym, którzy będą chcieli wziąć udział w takich rekolekcjach. Wspaniale bawiliśmy się podczas pogodnych wieczorów, na wieczorze patriotycznym, występach dzieci, ognisku i innych. Dzieci zachwycone różnorodnością aktywności, uczyły się przyjaźni z Jezusem podczas zabawy, bardzo przypadła im do gustu
nowoczesna odmiana zabawy „w chowanego” w ogrodzie i podchody w lesie. Po powrocie powiedziały nam, ze to były najlepsze wakacje w ich życiu. I zapytały kiedy pojedziemy znowu na takie długie rekolekcje?

Nie przypuszczałam, że pisanie o rekolekcjach sprawia tyle radości! Wspaniale wracać myślami do przeżytych w Kluczborku chwil. Parafrazując słowa Ks. Gabriela: „Jak się wyjdzie na Górę Tabor, to doświadczy się przemienienia.” Porównanie dwutygodniowych rekolekcji DK do Góry Tabor jest naszym zdaniem bardzo trafione. Nie można przeżyć tego wszystkiego czytając w literaturze, oglądając film czy sztukę teatralną, żeby DOŚWIADCZYĆ rekolekcji trzeba po prostu na nie pojechać. Jedynym minusem rekolekcji był ich koniec, jak się zejdzie z Góry Przemienienia, to trzeba jakoś dalej żyć, a po zejściu z Góry Tabor, początkowe zetknięcie z szarą codziennością bywa bolesne. A „lądowanie” po rekolekcjach może być trudne. Na nas czekały duże przeciwności losu, kłopoty w bliskiej rodzinie, dużo złych wiadomości…szara rzeczywistość. Dziękujemy Bogu za to, że mogliśmy w rekolekcjach OR 1 uczestniczyć, choć nie od początku było to takie oczywiste…To był najpiękniejszy prezent od Pana Boga dla nas! „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja Was wybrałem…” (J 15, 16). Dziękujemy Mu za to, że nas tymi rekolekcjami umocnił, bo bez nich ciężko byłoby pokonać czekające na nas po powrocie problemy.

Za to wszystko, za Sługę Bożego Śp. Ks. Franciszka Blachnickiego i Ruch Światło-Życie, za Domowy Kościół w Polsce, za wszystkich wspaniałych ludzi, dzięki którym takie wielkie dzieła, (jak rekolekcje 15-dniowe), są podejmowane i zbliżają małżeństwa do Pana Jezusa i umacniają małżonków w jedności małżeńskiej, Bogu niech będą dzięki!!!
CHWAŁA PANU !!!

– Marta i Mariusz z dziećmi


Rekolekcje – czas naszej zmiany

Od 3 lat jesteśmy w Domowym Kościele. Przez lata unikaliśmy rekolekcji. Tłumacząc sobie, że nie jest to dla nas, a 15 dni to stanowczo zbyt długo – szkoda tracić urlop. Uznaliśmy, że 3 lata przebywania w DK to wystarczająco długo aby zrezygnować z uczestnictwa albo zostać i rozwijać się dalej. Nasza para animatorska postanowiła modlić się w intencji naszego wyjazdu na rekolekcje. Po rozmowach z nami i wstępną zgodą, zostaliśmy zapisani na OR I do Kluczborka. Ja nie chciałem jechać na rekolekcje, więc postanowiłem, że zgodzę się teraz, a bliżej rekolekcji, przy najbliższej okazji, zasłaniając się pracą lub sytuacją materialną zrezygnuję z nich. Pan Bóg miał jednak względem nas inne plany i zaczął działać przez ludzi. Zbliżał się czas wpłaty zaliczki. Nasza sytuacja materialna nie pozwalała nam jej uiścić.
Uznałem, że sytuacja sama się rozwiązała i nie będę musiał na żadne rekolekcje jechać. Z pomocą przyszła nasza para animatorska, która zorganizowała kwotę potrzebną do opłacenia. Od tej pory sami musieliśmy się postarać o zebranie pozostałej kwoty. Moja małżonka bardzo przyłożyła się do
tego zadania a ja to odpuściłem. Zbliżał się czas wakacji. Powoli docierała do mnie myśl wyjazdu. Wewnętrznie czułem, że powinienem jechać. Zacząłem natrafiać na konferencje w Internecie. Bardzo poruszyły mnie słowa, którymi posłużył się ks. Dominik Chmielewski, odnośnie obecności Pana Jezusa
w sercu po Komunii Św. – były to słowa, które Pan skierował do św. S. Faustyny, że nie chce przebywać w niektórych sercach ponieważ są one Mu niemiłe, i szybko z nich odchodzi zabierając swoje łaski. Bardzo mnie to poruszyło. Zacząłem się zastanawiać jakim sercem ja jestem. Na tydzień przed rekolekcjami dostaliśmy niespodziewaną kwotę pieniędzy, która praktycznie
wystarczała na pokrycie kosztów rekolekcji. Zapadła decyzja o wyjeżdzie. Zaczął się czas w którym Pan Bóg zaczął przemieniać nasze serca, mimo, że tego początkowo nie zauważaliśmy. Plan rekolekcji jest tak skonstruowany, że każdego dnia następuję rozwój duchowy człowieka nawet jeżeli nie jest on
na to wewnętrznie przygotowany. Adoracje połączone z Namiotem Spotkania zaczęły wzbudzać w nas pytania, budować intymną relację z Panem Bogiem. Zasiały w naszych sercach pragnienie aby być człowiekiem gorącym a nie zimnym; człowiekiem duchowym a nie cielesnym. Nadszedł dzień, w którym mogliśmy świadomie przyjąć Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela. To wydarzenie spowodowało, otwarcie się na działanie Boga u każdego z nas. Pan Bóg zaczął odkrywać samego siebie. Spotkania w kręgach, rozmowy o Słowie Bożym, zaczęły nas wprowadzać w rachunek sumienia. Dzięki przygotowaniu do sakramentu pokuty mogliśmy wyrzucić z siebie zalegające w nas myśli, które dręczyły nas i powracały przez lata. Każde z nas miało swój bagaż, który niósł i na rekolekcjach- po przygotowaniu się do spowiedzi zdał sobie z niego sprawę, co jest niepotrzebne i obciążające duchowo.
Wspaniałym momentem już po Spowiedzi Św. był czas indywidualnej adoracji Najświętszego Sakramentu- kiedy to Jezus uspokajał nasze serca. Wieczorem, podczas obrzędu odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych usłyszeliśmy – „Jesteś umiłowanym dzieckiem Boga”. W mojej żonie pojawiła się ogromna radość tego powodu. Po dniach smutku zaczęła się cieszyć, być uśmiechnięta pomimo naszych zdrowotnych trudności. Ja natomiast uświadomiłem sobie o istocie tych słów, przedostatniego dnia naszego pobytu – podczas modlitwy wstawienniczej. Cała nasza wspólnota objęła mnie modlitwą z prośbą do Ducha Św. o uwolnienie z lęków, poranień a przede wszystkim ze złego myślenia o sobie. Pan Bóg skruszył klatkę, w której byłem – dotknęła mnie łaska uzdrowienia wewnętrznego. Po skończonej modlitwie przypominając sobie słowa że „Jestem umiłowanym dzieckiem Boga” ogarnęła mnie niesamowita radość. Zapomniałem o wszystkich dotychczas dręczących mnie myślach. Poczułem się prawdziwie wolny. Było to najwspanialsze uczucie którym mógł obdarzyć mnie Pan Bóg.

Owocem tych rekolekcji nie jest tylko uzdrowienie. Jest to zmiana naszego życia. Pan Bóg rozpalił w nas ogień swojej miłości oraz gorliwości. Teraz od nas tylko zależy czy my podtrzymamy to czy wrócimy na naszą starą drogę życia. Jest w nas siła, motywacja do większego rozwoju, do wypełniania
w naszym życiu zobowiązań oraz realne pragnienie życia charyzmatem Domowego Kościoła. Rekolekcje przemieniły nasz stosunek do DK. Postanowiliśmy zostać oraz dać siebie przez służbę dla naszego kręgu jako para animatorska (zostaliśmy wybrani jeszcze przed rekolekcjami).
Pan Bóg niech będzie Błogosławiony!
Chwała Panu!

– Joanna i Artur


Świadectwo – Orar II st. Kluczbork

Chciałam się podzielić jak zmieniło się moje podejście do Domowego Kościoła po rekolekcjach ORAR II w Kluczborku prowadzonych przez Krzysztofa i Helenę Onyszkiewicz z Bełchatowa. Do tych rekolekcji byłam we wspólnocie, ale był to trwanie oparte na rozumie, nie sercu. Wiedziałam, że dobrze jest taką wspólnotę mieć, aby dbać o łaskę wiary, ale sercem trudno było mi się przekonać do Domowego Kościoła. Na tych rekolekcjach zobaczyłam wiele wspaniałych, pełnych miłości małżeństw, których sposób bycia, odnoszenia się do siebie nawzajem przekonał mnie, że idąc drogą zobowiązań i trwając w Ruchu Światło Życie można zbudować dobre małżeństwo i być w nim szczęśliwym bez względu na to czy ma się za sobą 5, 20 czy 40 wspólnych lat. Para animatorska potrafiła stworzyć naprawdę dobrą i rodzinną atmosferę, taką, że było mi znaczniej łatwiej otworzyć się na Boga, swojego małżonka i innych ludzi. Ogromną rolę odegrała tutaj też diakonia wychowawcza. Na tych rekolekcjach stał się w zasadzie cud. Nasza córeczka, która normalnie nie jest chętna na zostawanie z kimś innym niż mama i tata , tutaj z radością szła do cioci Teresy, która była bardzo oddaną opiekunką, a z mężem mogliśmy w pełni uczestniczyć w rekolekcjach.

Mnie jako męża cieszy fakt, że dla żony te rekolekcje były przełomowe i chcemy razem dalej formować się w domowym kościele wraz z naszą córeczką Natalią.

– Ania i Grzegorz – diecezja łódzka


Powołani do niepłodności?

Rekolekcje to był czas owocny, czas doświadczenia namacalnej obecności Boga. To czas doświadczenia wspólnoty ludzi, których dotyka ten sam problem. Czułam, że Pan działa przez każdego z nas. Rekolekcje pokazały mi, że niepłodność, to nie tylko problem mojego małżeństwa ale że jest nas wielu i każdy ma inną historię. Bóg ma plan, a my mamy go odczytać.

Na rekolekcjach wszystko było ważne od zawiązania wspólnoty po niedzielną Eucharystię. Miałam otwarte serce na to wszystko co, Bóg przygotował. Ważne były rozmowy małżeńskie i dialog, gdyż umacniały naszą relację. Ważne też były świadectwa prowadzących, bo dawały odpowiedzi na nasze wątpliwości i pytania. Ważne były katechezy ks. Gabriela, bo systematyzowały i wstawiały naszą wiarę na właściwe tory.

Najtrudniejsze było przyznanie się przed sobą samym, że winiliśmy się nawzajem za naszą niepłodność, że zaniedbaliśmy badania, uświadomiliśmy sobie jak dużo czasu straciliśmy. Mamy pragnienie dzielenia się miłością ale stoimy w miejscu. Zamknęliśmy się w swojej enklawie smutku i frustracji. Najwyższy czas z tym skończyć i pozwolić Bogu działać tak jak On chce, a nie jak my chcemy. Czas zaryzykować.

Dziękujemy za pomysł tych rekolekcji. Warto było jechać pół Polski, by przeżyć ten czas z Wami. Dziękujemy za czas, który poświęciliście, by te rekolekcje przygotować. Chwała Panu za Waszą Beniu i Krzysiu odwagę, by dzielić się Waszą intymną historią. Księże Gabrielu dziękujemy za słowa trudne ale przynoszące ukojenie i światło.

Zapraszamy z tymi rekolekcjami do nas. Nie zaprzestajecie tej misji, bo jest wiele małżeństw, które w swej niepłodności się zamknęły i nikt nie przyszedł do nich z Dobrą Nowiną. Nadal jest to temat tabu, trzeba o tym mówić, trzeba głosić, że jest plan Boży dla małżeństw i że tylko Bóg wyprowadzi z naszego cierpienia coś dobrego. Ufamy, że wszyscy jesteśmy narzędziami w rękach Pana, dawcy życia.

Może warto na takie rekolekcje zaprosić jeszcze „trzecią stronę”: lekarza Naprotechnologa, osobę z ośrodka adopcyjnego, by pokazali swoją perspektywę, by opowiedzieli z jakimi sytuacjami się spotykają. Dziękujemy!

– Magda i Adam


Komunikacja w rodzinie – wychowanie dzieci 1A

Największe wrażenie na mnie wywarła metoda przeprowadzenia rekolekcji. Było to coś czego do tej pory nie doświadczyłam. Wywołanie emocji pozwoliło mi na odtworzenie moich uczuć i na ich nazywanie.  W konsekwencji zmusiło mnie to do analizy tych doznań. Myślę, że te rekolekcje zapadną głęboko w mojej pamięci i wniosą wiele zmian w moich relacjach w rodzinie i nie tylko.

Liturgia była zawsze bardzo uroczysta i pozwalała na odczuwanie bliskich relacji z Panem Bogiem. Pierwszy raz przeżyłam tak głęboko adorację małżeńską i wiem, że Słowo Boże jest podstawią do tego, by rozmowa z Panem Bogiem przerodziła się w piękną i nieustanną modlitwę, w której znajdzie się czas dla każdego z małżonków i że można być świadkiem tak głębokich wzruszeń drugiego współmałżonka. Był to czas, którego nigdy nie mogłabym doświadczyć, gdyby nie te rekolekcje.

Muzycznie rekolekcje były bardzo dobrze przygotowane. Pomagało to wprowadzić grupę w odpowiedni nastrój.  Diakonia wychowawcza świetnie zgrana i dobrze radząca sobie z maluchami i dodatkowo bardzo zaangażowana w życie całej grupy rekolekcyjnej. Nasza córka jest zachwycona.

Widać, że organizatorzy cechują się dużym doświadczeniem, są w pełni oddani grupie i zawsze dyspozycyjni. Wspaniali kapłani, dobrze znający tematykę rekolekcji.”

– Uczestniczka

 


 

Wielki dar dla tych, którym dane było tam dotrzeć. – Kluczbork, Oaza Rodzin I stopnia, 04-20.08.2017

Przyjechaliśmy z rożnymi oczekiwaniami i nastrojami, w różnej kondycji duchowej i psychicznej i ….odkryliśmy OAZĘ. W tym szalonym świecie znaleźliśmy Oazę dobra, radości, życzliwości. Tu otrzymaliśmy MEGA DAWKĘ MIŁOŚCI PANA BOGA, który zaskakiwał nas i zachwycał  swoją hojnością. Błogosławieństwem była Eucharystia ze wspólnym małżeńskim i rodzinnym przyjmowaniem Ciała i Krwi Chrystusa, codzienna modlitwa przed Najświętszym Sakramentem, spowiedź, nabożeństwa i modlitwy pogłębiające więź małżeńską i więź z Panem Bogiem, mądre i piękne konferencje o modlitwie i życiu, niezapomniana Droga Krzyżowa. Pogoda i okoliczności przyrody też nam sprzyjały – był czas na kąpiel na plaży, spacery, wycieczki rowerowe, ognisko. Każdy począwszy od Kapłana  na najmniejszym dziecku skończywszy, był w czasie tych rekolekcji darem. Jak cudowny i dobry jest Bóg, że stworzył nas tak różnymi i dał się nam spotkać w tym jednym miejscu, w tym samym czasie. Trwajmy we wdzięczności i nie zmarnujmy tego, cośmy otrzymali. Chwała Panu!”

– Dorota i Marcin

 

 


 

Przystań dla rodzin w Kluczborku – takie hasło widnieje na stronie internetowej Domu Rekolekcyjnego Księży Sercanów. Tam Pan Bóg zaprowadził nas na rekolekcje Oazy Rodzin II stopnia. I rzeczywiście, jest to przystań dla rodzin, które chcą zanurzyć się w łasce Bożej.

OR II stopnia dotyczy przejścia przez pustynię narodu wybranego. Nie jest to łatwa droga i nam też nie było łatwo. Ale za to przeżywaliśmy rekolekcje w pięknych okolicznościach przyrody. Dom Rekolekcyjny Księży Sercanów położony jest bowiem na skraju lasu i wielkiego miejskiego parku. A niedaleko jest zbiornik wodny, w którym w upalne dni uczestnicy rekolekcji mogli zażywać kąpieli.

W Domu życie było łatwiejsze. Piękna kaplica, sprzyjająca wyciszeniu i modlitwom, bogato wyposażona biblioteka, kuchnia, w której posiłki smakowały wyjątkowo i zawsze dobre słowo księży – to wszystko powodowało, że uśmiechy nie znikały z naszych twarzy.

Z Kluczborka wyjeżdżaliśmy napełnieni Duchem Świętym, z ogromną radością, że mogliśmy przeżywać rekolekcje w tak uroczym miejscu. Dom Rekolekcyjny Księży Sercanów to idealne miejsce na spotkanie z Panem Bogiem. Nawet jeśli jesteśmy na pustyni.

– Ryszard Opiatowski

 

Nasze rekolekcje oparte były na Księdze Wyjścia – rozważaliśmy przymierze, które Bóg zawarł z Izraelitami, a które ostatecznie wypełniło się w Chrystusie.  Bóg wyprowadził naród Izraela z niewoli egipskiej, tak jak Chrystus wyprowadza nas z niewoli naszych grzechów. Podczas tych rekolekcji Jezus nieustannie mówił mi o tym, że Bóg nie stworzył nas do samotności, ale do relacji. W pierwszej kolejności z nim samym, a następnie z innymi ludźmi.

Przyjechałam na te rekolekcje głęboko zraniona i zapatrzona w siebie. Jezus pokazał mi, że w konsekwencji grzechu pierworodnego wszyscy jesteśmy w mniejszym lub większym stopniu zranieni i potrzebujemy kochającej i uzdrawiającej obecności Boga oraz siebie nawzajem. Najpiękniej wyraża to modlitwa św. Matki Teresy z Kalkuty: „…gdy potrzebuję, by ktoś zajął się mną, przyślij mi kogoś, kim ja mogłabym się zająć; gdy myślę tylko o sobie samej, zwróć moją uwagę na kogoś innego…”.

Nie bez znaczenia było miejsce, w którym się znajdowaliśmy: Dom Rekolekcyjny Księży Sercanów: wszędzie wizerunki Obrazu Serca Jezusowego, które nie pozwalały zapomnieć, że to właśnie z tego serca wypływa dla nas strumień łask i obietnica przemiany naszych serc: „I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała”. Ja mogłam to konkretnie odczuć – Jezus dotknął łaską mojego serca. Po modlitwie wstawienniczej nade mną o przebaczenie sobie samej przewinień i niedoskonałości, odczułam pokój w sercu: Jezus mi przebaczył i zabrał ode mnie wszystkie oskarżenia – jestem wolna. Mam Nowe Życie… Chwała Panu!

– Marzena Opiatowska

 


 

Jola i Marek: Jesteśmy małżeństwem od 29 lat. Z Ruchem Światło Życie związaliśmy się jako młodzi ludzie, na początku lat 80-tych, natomiast do wspólnoty Domowego Kościoła formalnie włączyliśmy się przed trzema laty.

Marek: Jechałem na te rekolekcje z obawą i nadzieją. To pierwsze wynikało z przeświadczenia, że mogę przeżyć rekolekcje jedynie powierzchownie, na poziomie poznania intelektualnego lub ewentualnie uczuciowego, nie pogłębiając swojej relacji z Panem Bogiem. Bałem się, że z uwagi na kilkukrotne już przeżycie rekolekcji oazowych, mogę mieć trudność w nawiązaniu szczerego i „świeżego” kontaktu z Jezusem. Jednak przede wszystkim jechałem z nadzieją, że oto dokonać się może jakaś moja wewnętrzna przemiana, której bardzo potrzebowałem i na którą bardzo czekałem.

Jola: Na rekolekcje jechałam przede wszystkim z nadzieją na przeżycie głębszej jedności z Bogiem we wspólnocie z Markiem, którego wydawałoby się, że znam doskonale oraz z ludźmi, których nie znałam wcale. Chciałam również pogłębić moje relacje z Markiem i odkryć go na nowo.

Marek: Kluczowy dla mnie okazał się pierwszy dzień rekolekcji. Jego tematem przewodnim były słowa: Bóg miłuje ciebie i ma dla twojego życia wspaniały plan. Znam te słowa doskonale, sam je wielokrotnie przekazywałem innym. Jednak tym razem coś zmusiło mnie do dłuższego zatrzymania się nad nimi. Przez cały ten dzień i jeszcze długo w nocy zastanawiałem się, w jaki sposób w moim życiu objawiła się miłość Boga do mnie i czy rzeczywiście dostrzegam jakiś zamysł, jakiś plan Boga wobec mnie. Spróbowałem odtworzyć wszystkie minione lata, począwszy od najwcześniejszych i w sposób niezwykle wyrazisty zobaczyłem jak przez ten czas bardzo wyraźnie ale jednocześnie delikatnie, Pan Bóg prowadził mnie i całą naszą rodzinę.  Jednocześnie wręcz namacalnie odczułem, jak bardzo Bóg mnie miłuje. To mnie bardzo wewnętrznie uskrzydliło. Niestety już nazajutrz opadły mnie wątpliwości i zniechęcenie. Wiedziałem, że za dwa dni w programie rekolekcji przewidziane będzie przyjęcie Chrystusa jako osobistego Zbawiciela i Pana. Pomyślałem: znam się doskonale, już tyle razy dokonywałem tego aktu, jednak z takim mizernym skutkiem. Cóż nowego może się dokonać tym razem? Uczucia te były na tyle silne, że przed samym aktem zawierzenia, przerodziły się wręcz w fizyczny opór.  Dzięki Duchowi Świętemu udało mi się jednak pokonać te przeciwności i oddałem Panu Jezusowi te sfery życia, które do tej pory trzymałem skrzętnie zamknięte przed Nim.

Jola: W pierwszych dniach rekolekcji skupiłam się na poznaniu ludzi, którzy tak jak ja zdecydowali się na przyjazd tutaj. Głębsze przeżywanie rekolekcji zaczęło się dla mnie od dnia ponownego przyjęcia Jezusa jako swego Pana i Zbawiciela i podzielenie się tą radością ze wspólnotą. Podczas przeżywania tajemnic męki Jezusa w kolejnych dniach i na Drodze Krzyżowej poczułam, że Jezus jest blisko, że umarł za mnie i dla mnie zmartwychwstał, że zostałam przez Niego zbawiona. Wszyscy zostaliśmy przez Niego zbawieni, Ci, których dopiero co poznałam i Marek, którego poznałam jeszcze głębiej.

Marek: Któregoś dnia, w trakcie modlitwy, autentycznie do mnie dotarło, że nie jestem w stanie nawrócić się sam o własnych siłach i samodzielnie realizować swojego życia w łączności z Panem Bogiem. Tyle razy o tym słyszałem i nawet o tym opowiadałem innym ludziom, ale w tamtym momencie chyba po raz pierwszy naprawdę to uznałem i pozwoliłem, aby to Duch Święty rozpoczął dokonywanie we mnie przemiany.

Jola: Te rekolekcje przeżywałam w ścisłej łączności z Markiem. Na co dzień doświadczałam gestów miłości okazywanych mi przez niego i napełniało mnie to zachwytem i radością. Ja także pragnęłam otaczać go moją miłością.

Marek: Niemal każdą chwilę minionych kilkunastu dni spędziłem razem z moją żoną. Szczególnie cenne były dla mnie wspólna modlitwa i rozmowy, które niezwykle silnie odświeżyły moje spojrzenie na Jolę i pozwoliły mi na nowo przeżyć piękno naszego sakramentu małżeństwa. Zapragnąłem, aby ta świadomość trwała we mnie także po powrocie do domowej codzienności.

Jola: Te rekolekcje były inne od młodzieżowych rekolekcji oazowych, w których brałam udział. Zakończenie każdych rekolekcji jest dla mnie zawsze wielkim przeżyciem. Łączy się z tym bowiem pewien smutek wywołany rozstaniem z ludźmi, których poznałam. Tym razem nie wyjeżdżałam sama. Towarzyszył mi mąż, którego na nowo odkryłam i z którym chcę realizować podjęte zobowiązania z pomocą Ducha Świętego.

Jola i Marek: Przez kilkanaście ostatnich dni popatrzyliśmy na siebie nawzajem w innym świetle. Przypomnieliśmy i powiedzieliśmy sobie o tych rzeczach, które nas kiedyś w sobie nawzajem zachwyciły. Na nowo zobaczyliśmy, że jesteśmy dla siebie wzajemnie darem, danym nam przez Pana Boga. To wzbudziło w nas przekonanie, że musimy bardzo mocno zmienić nasze codzienne życie i bardziej je poświęcić Panu Bogu. Z radością na nowo podjęliśmy zobowiązania wynikające z charyzmatu Ruchu Domowego Kościoła, wiedząc, że dajemy przez to Duchowi Świętemu możliwość, aby nas uświęcał. Zapragnęliśmy ofiarować Panu Bogu od siebie także inne drobne dary, między innymi włączenie się w dzieło Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Obecnie stoimy na początku drogi i głęboko wierzymy w to, że Duch Święty będzie realnie przemieniał nasze serca.

– Jola i Marek

 


 

Danuta: Przed przyjazdem na rekolekcje czułam obojętność duchową, stałam się „niewolnikiem własnych zobowiązań” a nie córką Boga. Miałam po prostu słabą relację z Jezusem.

Na rekolekcje wyjechałam z otwartością na nowo poznanych ludzi, szczególnie iż jestem mamą na pełny etat siedząc z dziećmi w domu. Tak Pan Jezus pokierował ten czas, że otworzyłam się na Niego samego. Poszczególne dni przygotowywały nas na przyjęcie Jezusa jako naszego Jedynego Pana i Zbawiciela. Pomyślałam, że już raz – po pilotażu – taki akt uczyniłam i czym to ma się różnić od tamtego wydarzenia?  Kolega – również uczestnik tych rekolekcji, podczas spotkania w kręgu, słusznie zauważył, że Pan Jezus stoi „u drzwi i kołacze” do serca, w którym jest wiele pomieszczeń, w których kryją się nasze wady, ukrywają nałogi i sfery życia z którymi sobie nie radzimy. Takim aktem możemy otworzyć Jezusowi pokój z problemem, który chcemy razem z Nim rozwiązać.

Przez całe rekolekcje towarzyszył mi spokój, pomimo trudności związanych z dwójką małych „kaskaderów” (mamy cztero i dwu –latka). Któregoś dnia wieczorem, gdy dzieci już spały postanowiłam pójść do kaplicy, aby pomodlić się i podziękować Panu za dzień, w którym mogłam znów otworzyć Mu „drzwi mojego serca i życia” lecz stchórzyłam. Drzwi do kaplicy były zamknięte, światło zgaszone a mnie ogarnął lęk, że jeśli tam wejdę będę się bać. Wróciłam do pokoju. Z mężem też mieliśmy małe „spięcie”, a przeze mnie nie mógł spać. Pomyślałam, że nie tak miało być. Przyjęłam Jezusa jako Pana i Zbawiciela a nadal brak mi odwagi, nadal nie wierzę, że On może wszystko, że jest potężny i panuje także nad szatanem. W okresie studiów nieraz oglądaliśmy filmy o egzorcyzmach i bardzo się po nich bałam opętania, kilka razy budziłam się zlana potem i modliłam ze strachu. Spowiednik nawet zakazał mi oglądania takich filmów ze względu na dużą wrażliwość. Uświadomiłam sobie, że szatan mnie wystraszył jak warczący pies pod kaplicą. Zapłakałam. Na rekolekcjach dowiedziałam się, że łzy są darem Ducha Świętego. Zauważyłam, że towarzyszą moim zmianom. Na drugi dzień usłyszałam Słowo: „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20b), które dało mi nadzieję.

Relację z małżonkiem oczyściła modlitwa szeptana przed Najświętszym Sakramentem.

Ważnym punktem rekolekcji była Adoracja małżeńska. Uklęknęliśmy z małżonkiem tuż przy Hostii. Chwila milczenia. Pierwszy raz miałam świadomość, iż nie klęczę przed białym opłatkiem, ale to prawdziwy Pan Jezus, jakby siedział naprzeciwko mnie i chciał mnie wysłuchać. Zaczęłam mówić szczerze jak do Przyjaciela a nie głosić „górnolotne frazesy”. Potem mąż poczuł potrzebę zaśpiewania „tak mnie skrusz, tak mnie złam … byś został tylko Ty, jedynie Ty”. W pierwszej chwili nie śpiewałam z nim, ponieważ pojawiła się obawa przed taką deklaracją. Jednak konsekwentnie wybierając Jezusa za Pana muszę się dla Niego „spalać”, „bo Bóg nie odwołuje danego słowa” i zaśpiewałam z mężem. Długo nie musiałam czekać, Pan „skruszył” mnie, użył do tego nasze dzieci. Podczas Nabożeństwa Odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych nie byłam obecna, musiałam wyjść z kaplicy, bo młodszy syn bardzo przeszkadzał. Źle się czułam z faktem, że ominęło mnie to wydarzenie. Gdy syn zasnął poszłam do kaplicy. Drzwi były otwarte, weszłam i usiadłam w ostatniej ławce. Zaczęłam płakać i pytać Pana czy mam w ogóle chodzić z młodszym synkiem do kościoła jak daje nam tak w kość. Usłyszałam słowo „bliżej” oraz „pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie”. Podeszłam bliżej ołtarza, uklęknęłam i zaczęłam się modlić na różańcu. Kolejny raz przyszedł niepokój, strach, że jest ktoś za mną. Modliłam się coraz głośniej, przypomniałam sobie cytat o „obfitości łask” Bożych nawet tam, gdzie jest zło, o tym, że szatan mdleje jakby od uderzenia obuchem, gdy modlimy się różańcem i że mam Pana i Zbawiciela! Strach minął, ciężar spadł. Poczułam ulgę i radość, pierwszy raz zwycięstwo, wiara, że Pan jest, naprawdę jest i mnie kocha i nie odda złemu! Podzieliłam się tym doświadczeniem z mężem i stwierdził, że warto zaświadczyć o mojej walce wewnętrznej.

Z perspektywy czasu widzę, jak ważne jest rozpoczęcie formacji od rekolekcji ONŻ I stopnia. Jest to wgłębienie się w duchowość, zawiązanie relacji z Panem Jezusem a zobowiązania DK to nie przymusowe odhaczanie modlitw, dialogu, zgłębiania Słowa Bożego, lecz służą one jako „pomoce duchowe” do polepszania relacji z Bogiem (Trójcą), mężem, dziećmi i otoczeniem. Rekolekcje otworzyły mnie na faktyczną współpracę z Jezusem, przez codzienne Słowo mogę z Nim przetrwać dzień, pamiętając, że jest moim Jedynym Panem i Zbawicielem.

Łukasz: Kilka miesięcy przed rozpoczęciem tych rekolekcji, moje nastawienie do tego wyjazdu było sceptyczne. Ogólnie rzecz biorąc nie chciałem jechać na te rekolekcje, miałem różne wymówki głównie to takie, że mamy małe dzieci i nie będzie łatwo, Pawełek ma niecałe dwa latka, a Karolek cztery. Twierdziłem, że to będzie ciągła gonitwa i w ogóle nie odpoczniemy fizycznie, ponadto to 17 dni więc długi czas i cały urlop. Danusia – moja żona była jednak ciągle przekonana, że powinniśmy jechać, w zdecydowaniu się również pomogły mi słowa innego małżeństwa z naszego kręgu z parafii Dobrego Pasterza w Krakowie, którzy też wybrali się na tę oazę do Kluczborka.

Zazwyczaj przed wyjazdami w czasie pakowania i organizacji jest dosyć duże napięcie między mną a żoną, ale tym razem jakoś odczuwaliśmy spokój, pakowanie się i wyjazd przebiegły spokojnie. Gdy przyjechaliśmy na miejsce spotkało nas bardzo ciepłe przyjęcie: ludzie, którzy już tam byli od razu złapali za nasze bagaże i pomogli nam je wnieść do naszego pokoju, który z resztą okazał się być bardzo fajny i z łazienką – to było dla nas bardzo pomocne i znajdował się również niedaleko kaplicy, która również znajduje się wewnątrz domu rekolekcyjnego w Kluczborku.

Początek okazał się być naprawdę świetny. Kluczbork to piękne miejsce, jedzenie w domu rekolekcyjnym było naprawdę pyszne, a w pobliżu znajduje się zalew z plażą. Był też czas na odpoczynek, mimo iż harmonogram zajęć był dosyć napięty i nasz młodszy synek musiał być cały czas z nami, a że jest bardzo energiczny, nie wszystko udało nam się „wyłapać” z tych zajęć. Mimo to jakoś od samego początku czuliśmy, że to jest dobry czas dla naszej rodziny. Tuż przed rekolekcjami miałem ciężki czas w pracy, musiałem zostawać po godzinach i w sumie to mało przebywałem z żoną i dziećmi. Pojawił się pewien deficyt, który na tych rekolekcjach dzięki mocy sprawczej Pana Jezusa, zaczął się wypełniać. Na spotkaniach naszego kręgu spotkaliśmy się z bardzo dużą otwartością i ciepłem serca innych małżeństw, czuć było działanie Ducha Świętego, tym bardziej, iż para prowadząca świetnie wypełniała swoją posługę, dzięki chęci dążenia do owoców z dzielenia się sprawami, które leżą nam na sercu, nieraz i ja o tych sprawach mówiłem i jestem wdzięczny Panu Bogu, że spotkałem takich ludzi właśnie tam na tych rekolekcjach.  Z każdym dniem duchowo czułem rozwój, fizycznie trochę zmęczenie, tym bardziej że chodziłem późno spać, bo nie mogliśmy przestać rozmawiać z Danusią. Na tych rekolekcjach dostrzegłem jak ważny i potrzebny jest spokój serca i cierpliwość wobec dzieci. Codzienna Eucharystia była dla nas umocnieniem. Również to, że nasz czteroletni Karolek mógł w komży siedzieć razem z ministrantami, jemu też to dawało radość, choć młodszy synek nieraz był dość ruchliwy podczas mszy. Każdy dzień przynosił jakąś refleksję i pod koniec dnia, w tych rozmowach z żoną głównie rozmawialiśmy o tym jak wydarzenia dnia wpłynęły na nas. Niby u nas wszystko było w porządku, tak mogłoby się wydawać – ale Pan Bóg nam pokazał, że dużo pracy przed nami, że ciągle musimy się zmieniać, aby odnajdywać prawdziwego siebie. Ważnym punktem tych rekolekcji była dla nas konferencja Małgosi i Rafała Lasków o świętości i ważności aktu małżeńskiego. To było dla nas inne spojrzenie na tę sprawę. Uświadomiliśmy sobie, że jest to wielki dar od Pana i coś, co ma bardzo duży wpływ na nasze relacje.

Żona toczyła wewnętrzną duchową walkę i tym wszystkim dzieliła się ze mną i przeżywałem to razem z nią. Niezwykle umacniająca dla nas była modlitwa małżeńska i wspólna nocna adoracja Pana Jezusa; to były piękne i wzruszające chwile, które zmieniły nasze serca.  Podczas adoracji przyszło do mnie natchnienie, aby zaśpiewać: „Tak mnie skrusz, tak mnie złam, tak mnie wypal Panie, byś został tylko Ty” – co jak się później okazało miało duży wpływ na moją żonę, jeżeli chodzi o przezwyciężanie wewnętrznego strachu.

Na tych rekolekcjach odczułem, że Pan Jezus chce zmieniać nasze serca, to On dał nam spokój wewnętrzny. Mimo zmęczenia nie robiliśmy sobie żadnych wyrzutów, czy chociażby drobnych docinek. Mimo tego, iż to były moje wakacje, to tu nauczyłem się przezwyciężać lenistwo. Mam teraz i miałem wtedy radość z pomagania Danusi przy dzieciach i z tego, że ona pomaga mi. Pan Jezus uświadomił mi, że trzeba się wypalać dla Niego, a On jest w innych ludziach, w żonie, w dzieciach. Jeżeli ich kocham, to muszę rezygnować ze swojego „ja” i przekładać to na konkretny czyn, na każdą myśl którą wybieramy, żeby ją wypowiedzieć. W każdej konkretnej chwili podejmujemy walkę w rzeczach drobnych jak i tych dużych, po to, aby wybrać dobro wobec innych.

Ważnym wydarzeniem była też droga krzyżowa, gdzie wspólnie przygotowaliśmy rozważania do ósmej stacji – Jezus pociesza płaczące niewiasty. Ten temat był nam bardzo bliski, Danusia nie raz zapłakała na tych rekolekcjach, ja też nie raz się wzruszyłem – szczególnie przy modlitwie małżeńskiej, dla nas tę stację odczytuję jako pewnego rodzaju żal prowadzący do przemiany, ale i pocieszenia od Pana, gdy coś nie wychodzi. Mając tak wiele doświadczeń zasiedliśmy do dialogu małżeńskiego – był to piękny czas, który mieliśmy dla siebie. Duch Święty wskazał nam pewne kierunki, aby zmienić coś w naszym duchowym życiu, szczególnie jeżeli chodzi o realizację zobowiązań, które są przecież darem umacniającym miłość do Pana Boga
i między nami jednocześnie.

Podsumowując, stwierdzam, że te rekolekcje to był dla mnie piękny czas, z jednej strony trudny, bo opieka nad dziećmi i niewyspanie, ale z drugiej strony to moc łask dla nas, które wpłynęły na przemianę serc. Spotkaliśmy mnóstwo pogodnych otwartych i życzliwych ludzi, dzięki którym świat jest lepszy. Mam w pamięci słowa Pana Jezusa, które odczytywaliśmy na jutrzni, które jakoś do mnie przylgnęły i które z pewnością określają drogę przebytą na tych rekolekcjach a brzmią one: „Kto idzie za Mną nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał Światło życia”.

Chwała Panu!

– Danuta i Łukasz V Krąg Św. Brata Alberta przy parafii Pana Jezusa Dobrego Pasterza w Krakowie

 


 

W dniach 27.01-12.02.2017 w Domu Rekolekcyjnym Księży Sercanów w Kluczborku po raz pierwszy odbyły się rekolekcje Oazy Rodzin I stopnia organizowane przez archidiecezję krakowską. Były to również pierwsze 15-dniowe rekolekcje zorganizowane przez naszą archidiecezję w okresie ferii zimowych. W rekolekcjach uczestniczyło 14 rodzin z czterech diecezji: krakowskiej, wrocławskiej, włocławskiej i poznańskiej. Odpowiedzialnymi za rekolekcje byli ksiądz moderator Łukasz Kisielewski z Białegostoku, para moderatorska – Agnieszka i Krzysztof Ozgowie oraz para animatorska – Jolanta i Dariusz Lisikowie z Krakowa. W przeżywaniu rekolekcji pomogli także zaproszeni goście: ks. Mirosław Żak – moderator krakowskiej Diecezjalnej Diakonii Wyzwolenia oraz Marta i Henryk Kuczajowie, którzy w ramach szkoły życia przeprowadzili konferencję oraz indywidualne rozmowy z małżonkami na temat miłości życiodajnej i otwartości na życie. W rekolekcjach uczestniczyło 29 dzieci, którymi opiekowała się pięcioosobowa diakonia wychowawcza: s. Renata CSFN, animatorki: Ania Nęcka, Asia Grochot i Klaudia Baran oraz animator Karol Jasiński. Posługę animatora muzycznego sprawował nasz syn – Maciej Ozga. Z uwagi na odosobniony termin naszych rekolekcji obawialiśmy się trudności w organizacji Dnia Wspólnoty, jednak z pomocą przyszły nam rodziny z Kluczborka i okolicznych miejscowości, para diecezjalna diecezji opolskiej – Anna i Janusz Zaremba, a także miejscowa Oaza Dorosłych. Godzina odpowiedzialności zaowocowała 14 złożonymi deklaracjami KWC (w tym 4 członkowskimi)!

Dziękujemy księdzu Gabrielowi Pisarkowi, a także wszystkim Księżom i Braciom Sercanom, którzy gościli nas pod swoim dachem w czasie rekolekcji. Dziękujemy za ich otwartość, życzliwość i okazywaną każdego dnia pomoc, a pracownikom kuchni za wspaniałe jedzenie! Bóg zapłać!


 

Podczas godziny świadectw usłyszeliśmy wspaniałe świadectwa uczestników. Kilka małżeństw spisało swoje świadectwa – oto one:

 

W dniach 27.01 – 12.02.2017r. w Kluczborku przeżywaliśmy piętnastodniowe rekolekcje zorganizowane przez Domowy Kościół Archidiecezji Krakowskiej. Były to pierwsze tego typu  rekolekcje zorganizowane w trakcie ferii zimowych.

Już przed wyjazdem wszystko zaczęło sie tak układać, aby uniemożliwić nam wyjazd zarówno pod względem materialnym jak i zdrowotnym. W dodatku nasze najmłodsze dziecko – 2,5-letni Tadzio – w dniu wyjazdu obudził sie z gorączką ponad 40 stopni. Jednak mimo, to zaufaliśmy Panu  Bogu i wyruszyliśmy.

Gdy dotarliśmy na miejsce, przywitała nas para prowadząca Agnieszka i Krzysztof, dzięki którym poczuliśmy sie jak w domu.  A gdy poznaliśmy jeszcze drugich współprowadzących Jolę i Darka oraz księdza Łukasza – moderatora, w nasze serca zawitał pokój i radość z tego, że Chrystus nas zaprosił na spotkanie ze Sobą.

Ta radość pogłębiła się już pierwszego dnia, gdy usłyszeliśmy, że ,, Bóg tak umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał aby nas zbawić”. A trudne doświadczenia to Boże wychowywanie nas, uczenie przekraczania siebie i nie skupianie się tylko na sobie. Bo w taki sposób Bóg też uczy nas, jak zrozumieć innych ludzi, bo co wydaje sie po ludzku trudne i beznadziejne, okazuje się często błogosławieństwem.

W tych pierwszych dniach, dotarło też do nas, że to my musimy podejmować wysiłek spotkania z Bogiem, to my musimy wybrać czas i miejsce, bo Słowo Boże to Słowo Życia. Bóg cały czas czeka. Jest gotowy, ale to my musimy się przygotować na spotkanie z Nim jak z naszym Przyjacielem, który nas dobrze zna. Jak powiedział ks. Łukasz – „Twoje imię jest wyryte gwoźdźmi na Jego rękach…”  .

Nie zdążyliśmy jeszcze dobrze przemyśleć tych wszystkich treści, które pojawiły się, kiedy ksiądz w trakcie konferencji zadał jeszcze kolejne pytanie: Jak myślisz (…), czy Bóg cię jeszcze czymś w trakcie tych rekolekcji zaskoczy? Odpowiedź nasuwała sie sama – Oczywiście! Ale tak naprawdę Jezus zaskoczył nas bardziej, niż bylibyśmy sobie w stanie to wyobrazić.

Każdy dzień był dla nas jedną wielką Bożą niespodzianką. Począwszy od momentu przyjęcia Chrystusa jako Pana i Zbawiciela, poprzez sakrament pokuty, codzienną Eucharystię pod dwiema postaciami, Namiot Spotkania będący czasem wsłuchiwania się w to, co Bóg chce nam przekazać, konferencje, Drogę Krzyżową czy spotkania w kręgach. Bóg zaskoczył nas pozwalając doświadczyć przepięknie przygotowanego i poprowadzonego obrzędu odnowienia przyrzeczeń małżeńskich wraz z obmyciem i ucałowaniem nóg współmałżonka. A także wysłuchać najkrótszego i najbardziej bogatego w treść kazania – „Spójrzcie na krzyż, oto prawdziwa miłość…”.

Wyjeżdżając z rekolekcji wiedzieliśmy, że nie da się wrócić do tego, co było przed nimi. Chrystus nas odmienił. Odmienił nasze życie, nasze spojrzenie na nasze powołanie. Bóg skierował nas na właściwą ścieżkę i  jednocześnie posłał nas do ludzi, abyśmy byli Jego świadkami w naszym środowisku. I abyśmy się nie lękali, bo On jest z nami aż do skończenia świata. Chwała Panu!

– Aneta i Jurek Czepielowie


 

Dziękujemy Bogu za to, że było nam dane przeżyć te rekolekcje. Jesteśmy w Domowym Kościele dwa lata. Decyzja o wyjeździe na rekolekcje zapadła dość spontanicznie, bez planowania urlopów, tylko żeby były w okresie ferii zimowych naszych dzieci. Nie mieliśmy też żadnych oczekiwań co do przeżycia rekolekcji, raczej czekaliśmy na to, co nas spotka. Ten czas był błogosławieństwem Pana Boga, a nawet teraz kilka dni po zakończeniu ciągle widać, jak wielki wpływ miał na nas jako małżonków i na nasze córki.

Adoracja Najświętszego Sakramentu, Namiot Spotkania zbliżyły nas do Jezusa tak bardzo, że bez wahania przyjęliśmy Go jako naszego Pana i Zbawiciela.

Bóg zabrał od nas to, co przeszkadzało i sprawił, że po raz pierwszy bez skrępowania i wstydu stanęliśmy razem ze sobą do modlitwy małżeńskiej.

Dzięki rekolekcjom zyskaliśmy jedność i miłość z Bogiem i naszą rodziną. Chwała Panu!

 

– Ania i Marcin Gencel


 

Kasia:

Wróciliśmy do domów, do codziennych spraw,  ochłonęliśmy, emocje opadły… Myślę, że jest to dobry czas na podzielenie się doświadczeniem minionych dwóch tygodni.

Przede wszystkim uważam, że warto robić wszystko, aby dać sobie szansę przeżycia rekolekcji. Warto tak poukładać sprawy zawodowe, rodzinne, finansowe, aby móc pojechać na rekolekcje, aby przekonać się, jak bardzo Pan Bóg potrafi zaskakiwać, obdarowywać  swoją miłością, jak mocno można odczuć Jego obecność.

Jechałam do Kluczborka bez szczególnych oczekiwań, trochę znudzona, z bagażem obaw i niepewności. Przygnębiała mnie wizja spędzenia siedemnastu dni wśród zupełnie obcych ludzi, traktowałam ten wyjazd wyłącznie zadaniowo – jak zobowiązanie, które trzeba wypełnić. Nie spodziewałam się żadnych „fajerwerków” – ani w relacji z Panem Bogiem, ani tym bardziej w relacji z mężem. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak bardzo się mylęJ

Każdy dzień tych rekolekcji był jak prezent, jak ogromny dar, na który nie trzeba sobie niczym zasłużyć, za który nikt nie oczekuje rewanżu. Przeżyłam zaskoczenie jak człowiek głodny, który spodziewając się skromnego poczęstunku zastaje wystawną ucztę. Słowa Księdza poruszały do głębi, dotykały i uświadamiały mi na nowo, jak trafne, mądre, ponadczasowe jest przesłanie płynące z Pisma Świętego. Na nowo odkryłam potrzebę i wielką przyjemność modlitwy – Namiot Spotkania był dla mnie czasem spędzonym z Przyjacielem, czasem spokojnego wsłuchiwania się w Jego głos, czasem otwarcia i odczuwania bliskości Pana.

Wiele było wzruszających chwil: przyjęcie Pana Jezusa jako Pana i Zbawiciela, odnowienie przysięgi małżeńskiej z zaskakującą oprawą, Droga Krzyżowa z rozważaniami przygotowanymi przez uczestniczące w rekolekcjach małżeństwa . Duch Święty poprzez naukę Księdza przenikał i odsłaniał we mnie uczucia, o których istnieniu nie miałam pojęcia.  Zniknęło zniechęcenie i niepewność, mój dystans i zachowawcza postawa ustąpiły miejsca wzruszeniom i przeżyciom, które trudno oddać słowami.  Umocniłam wiarę, inaczej spojrzałam również na moją relację z mężem – zrozumiałam, jak wielka łaska i siła płyną z łączącego nas sakramentu, jak ważne jest wzajemne zrozumienie i postawa służby. Służby, która nie wylicza, nie krytykuje, nie ocenia, ale jest bezinteresowna i bezwarunkowa jak miłość, którą poprzez swój Krzyż dał nam Chrystus.

Teraz wiem, jak wiele można przeżyć, zrozumieć i zmienić dzięki rekolekcjom.  Wiem, że Pan każdą niepewność może zmienić w radość, lęk w umocnienie, każde zwątpienie w nową siłę. Warto było pojechać. Chwała Panu!

 

Adam:

Jadąc na rekolekcje do Kluczborka czułem się trochę niepewnie, z obawą myślałem o tym, jak będzie wyglądał ten czas, co będziemy robić i czy to na pewno dla mnie. Na szczęście obawy szybko ustąpiły- po przybyciu na miejsce, poznaniu uczestników, organizatorów, uspokoiłem się , moja niepewność zniknęła.

Podczas rekolekcji poznałem nowe dla mnie sposoby modlitwy: Namiot Spotkania, skrutacja Słowa Bożego, podczas których Bóg spotyka się ze mną „twarzą w twarz”, mówi do mnie i uzdatnia mnie do słyszenia. Pan Bóg przemawiał też przez Słowo głoszone przez Księdza – wydawało mi się czasem, że Ksiądz mówi właśnie do mnie, zacząłem rozmyślać, zastanawiać się nad usłyszaną treścią i nad swoim życiem. Poprzez modlitwę skrutacją po raz pierwszy w życiu odczułem, że Pan Bóg mówi do mnie bardzo wyraźnie, wprost. Zrozumiałem, że jest przy mnie, że chce mnie oczyścić, uzdrowić.  Postanowiłem przystąpić do sakramentu pokuty i pojednania, odbyłem spowiedź generalną. Odszedłem od konfesjonału z poczuciem ulgi, poczułem się tak,  jakbym zrzucił z siebie wielki, przygniatający ciężar. Wielkim przeżyciem było dla mnie także odnowienie przysięgi małżeńskiej, przygotowane przez naszego Księdza. W kaplicy pięknie oświetlonej światłem świec, przy wystawieniu Najświętszego Sakramentu małżonkowie obmyli sobie nawzajem stopy, tak, jak to uczynił Chrystus swoim uczniom. Na rekolekcjach, po 17 latach małżeństwa zaczęliśmy z moją żoną rozmawiać z sobą tak, jak nigdy wcześniej. Bez krytykowania, oceniania, za to w poczuciu wzajemnego zrozumienia i akceptacji. Zapamiętałem  słowa Księdza, że miłość to Krzyż, że nie zawsze jest pięknie i kolorowo, ale w każdej chwili jest z nami Chrystus. Duże wrażenie zrobiły na mnie świadectwa zaproszonych gości z Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Po modlitwie i przemyśleniach podjąłem decyzję o włączeniu się w to dzieło – nie trzeba się bać iść za Jezusem, On jest prawdziwym Panem, warto powierzyć mu swoje życie. Chwała Panu!

– Katarzyna i Adam Góralczykowie


Przyjechaliśmy na rekolekcje bez szczególnych oczekiwań, przede wszystkim po to, by wypełnić zobowiązanie, wynikające z formacji w Domowym Kościele. Jednak już na samym początku nasz wspaniały ksiądz moderator Łukasz poruszył nasze serca pytaniem o oczekiwania i tym samym skłonił nas do refleksji nad celem naszych rekolekcji.

Nasz czas nawrócenia rozpoczął się trzy lata temu, dlatego wiedzieliśmy, że Pan Bóg da nam o wiele więcej niż to, o co Go poprosimy. On nieustanie uzdrawia nasze życie w każdej dziedzinie – nie gwałtownie, lecz delikatnie, powoli, po kolei, jak w lekkim powiewie.

p>            Poza Domowym Kościołem jako małżonkowie należymy do wspólnoty charyzmatycznej w naszej parafii. Bardzo się w nią zaangażowaliśmy, może nawet za bardzo. Dlatego, myśląc o owych rekolekcyjnych oczekiwaniach, zrodziło się w naszych sercach pragnienie, by Bóg uporządkował nasze sprawy, by pomógł odnaleźć równowagę, byśmy nie zaniedbywali rodziny nawet z powodu tak szlachetnego dzieła jak kolejna formacja, która pochłania mnóstwo czasu. Powierzyliśmy to wszystko Duchowi Świętemu z ufnością, że on uczyni w nas wszystko, czego potrzebujemy, że nie musimy się tym martwić.

I tak też się stało. Każdego dnia rekolekcji słowa, którymi Bóg przemawiał do nas, wpływały na zmianę naszego myślenia i doprowadziły do podjęcia ważnych decyzji. A była to przede wszystkim rezygnacja z intensywnej działalności we wspólnocie charyzmatycznej. Mamy zamiar, w miarę możliwości, uczestniczyć w organizowanych w niej wydarzeniach, uwielbieniach, ale skoncentrujemy się przede wszystkim na formacji w Domowym Kościele, ponieważ odkryliśmy, że to jest w tym momencie dla naszej rodziny najlepsza droga.

Ogromnym zaskoczeniem dla nas samych było przystąpienie do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka – sam Bóg zabrał nasz lęk i uzdolnił do podjęcia tej ważnej decyzji.

Niezwykle poruszającym było dla nas także odnowienie przyrzeczeń małżeńskich, podczas których miało miejsce wzajemne obmywanie nóg przez małżonków, a także odczytanie listów miłosnych, które do siebie nawzajem pisaliśmy. Cudowne przeżycie!

Nie byłoby to wszystko możliwe bez naszej wspaniałej pary moderatorskiej – Agnieszki i Krzysztofa. Jesteśmy ogromnie wdzięczni za ich posługę i zaangażowanie. Niech Pan Bóg im błogosławi, prowadzi ich i umacnia na dalszej drodze ku Niebu.

            Za wspaniały czas rekolekcji – Chwała Panu!

 

Monika i Grzegorz Krysiakowie